Każdy człowiek ma swoje jazdy jakieś. Jazdy, co fundamentalnie o jego - by tak rzec - ontologicznej całości stanowią. Tak właśnie - fundamentalnie.

Zetknąć przyszło mi się dzisiaj z pewnym facetem. Być może znanym z telewizora, być może z telewizora nie znanym; o tym, że ktoś go z prasy literackiej zna nawet nie wspomnę, nie wspomnę dlatego, że naród, co pół - powtarzam - pół książki rocznie czyta, pewnie nie jest nawet istnienia prasy literackiej świadom. Otóż zetknąłem sie z nim dzisiaj w sposób rzeczywisty. Rzeczywisty z takich gatunków rzeczywistości, które najchętniej nierzeczywistymi byśmy widzieć chcięli. Ale o tym zaraz.

Facet generalnie na gazie jest zawsze. Co ja zresztą na gazie mówię - on niejako w ostatnich paroksyzmach życia z flaszką, kieliszkiem, szklanka i innymi precjozami niemal łączy się duchowo. Jak on wódkę pije, to on de facto nie pije - on się wódką staje. Wyobraźcie sobie - wchodzi - a jak wchodzi, to wrażenie jest nieodparte, że niczym zjawa jakaś nad

Listening History

There is no more content to load