Wolał patrzeć w niebo niż na twarze ludzi
Wszystkie takie same, wszystkie takie nudne
Trzeba być tak silnym by walczyć ze słońcem
Patrząc na nie wzrokiem spokojnym, milczącym
Tak daleko od ulic które znał i kochał
Kolejny kieliszek i kolejna rozpacz
Kolejna tabletka kolejne westchnienie
Aż wreszcie spokój pokonał zmęczenie
Wolał myśleć o końcu niż o przyszłości
Wolał odejść w ciszy, obcy i samotny
Przyglądał się szklankom pełnym alkoholu
I tonął w nich by uciec od bólu