Ja przyszedłem na świat 13 października
i nie liczę na fart, nie gram by grać, a wygrywać,
nie wybacza mi czas, w czasie gdy się potykam,
to nie czas, by przepraszać, dlatego wybacz,
gram jak Kasparov* , brat, nie gram na remis,
do ostatniej minuty, dopóki nie dotknę ziemi,
wiem, co jest pięć, wokół mnie szary beton
i ludzie, co tak samo, jak my chcą 2-0,
tu, gdzie porażki smak jak czekolada jest – słodki lub gorzki,
zależy, kogo obstawiasz, ciężko zobaczyć, jak ciężko jest wstawać,
jak łatwo przychodzi widok jak ktoś upada,
łzy zamarzają, spadając na asfalt
i tylko dla niektórych te łzy to nowa szansa,
jeden ruch, jeden gest, 1-1,
albo podlejesz ziarno albo wsiąkniesz w glebę.